O MNIE

lek. med. Elżbieta Szkudlarek

Jestem żoną, mama Hani, Adasia, Ignacego i Jasia, lekarzem i doradcą laktacyjnym. Moją pasją jest wspieranie mam w trudnych chwilach macierzyństwa związanych z karmieniem piersią oraz opieką nad dzieckiem. więcej →

OPINIE

  • Od zawsze moim marzeniem było karmienie piersią, jednak tuż po porodzie moja laktacja się jeszcze nie „rozbujała”. Synek strasznie poranił mi brodawki i każde przystawianie do piersi było bardzo bolesne, wręcz traumatyczne. Pojawiły się głosy od „dobrych” ludzi – Masz za mało mleka…, dziecko się nie najada…, musi Pani dać mu butelkę… – a ja tonęłam w rozpaczy, że nie potrafię wykarmić własnego dziecka! Byłam u kresu wytrzymałości zarówno fizycznej, jak i psychicznej, zwątpiłam w siebie. Wtedy w mojej sali pojawiła się Pani Elżbieta Szkudlarek. Zbadała, wysłuchała i wyjaśniła w czym problem. Najważniejsze jednak jest to, że się mną zaopiekowała, doglądała mnie do dnia wypisu, motywowała do dalszego karmienia, pomogła przejść ten trudny okres.Problemy z karmieniem trwały dość długo, ale dzięki Pani Elżbiecie moje dziecko otrzymało ode mnie to co najlepsze – MLEKO matki. Nie potrafię wyrazić jak bardzo jestem wdzięczna tej kobiecie, za to że pomogła mi spełnić moje marzenie!!!

    Edyta i Eryk
  • Moje początki karmienia piersią były bardzo trudne. Cesarskie cięcie, pobyt synka w oddziale dla noworodków, stres, rozłąka, karmienie butelką, wszystko to nie sprzyjało laktacji. Wydawało mi się, że nie mam wcale pokarmu. Ale bardzo chciałam karmić naturalnie. W ciąży wiele czytałam na temat karmienia piersią, jednak sytuacja, w której się znalazłam zupełnie mnie przerosła. Nie wiedziałam, jak sobie poradzić.

    Dzięki Eli, jej fachowym poradom i ogromnemu wsparciu udało się „rozkręcić” laktację. Podczas pobytu w szpitalu Maciuś dostawał już moje mleko i nauczył się prawidłowo ssać, mimo, że noce spędzaliśmy oddzielnie, ja – w domu, synek – w szpitalu. Tak nam się spodobało, że karmiłam syna ponad półtora roku. Dzięki Elu!

    Maciuś ma teraz 2-miesięczną siostrzyczkę. Lila też uwielbia mleko mamy.

    Kinga i Maciuś
  • Karmienie piersią… cóż to za filozofia myślałam sobie pod koniec ciąży, kiedy Ela zachwalała mi płynące z karmienia korzyści dla mamy i maluszka. Każda mama to potrafi, przystawiasz do piersi, dzidzia się najada, a potem śpi i masz trzy godziny wolnego.

    Po porodzie rzeczywistość okazała się jednak diametralnie inna. Ninka urodziła się przez cesarskie cięcie, miała zapalenie płuc, trafiła do inkubatora i do piersi mogła się przytulić dopiero w piątej dobie. Ja po porodzie byłam załamana chorobą małej, a w piersiach nie było grama mleka… tak mi się przynajmniej wydawało.

    Za namową Eli od pierwszej doby odciągałam pokarm laktatorem, było ciężko, ale dzięki jej wsparciu od chwili, gdy córcia trafiła w moje ramiona już więcej nie dostała sztucznego mleka i z powodzeniem karmiłyśmy się przez półtora roku. Dziekujemy!

    Ola